Pamiętam redaktora
Królika Norberta jak biegał po Urzędzie Miejskim ścigany Strażą Miejską, na
rozkaz byłego Burmistrza Żar Wacława Maciuszonka. Afera była operetkowa ale wrzask
przeogromny. Redaktor - bohater – bardzo starał się dobić do grona
prześladowanych przez władzę. Prześladowania szybko jednak przeistoczyły się w
nieukrywaną przyjaźń Gazety Regionalnej z panem Wacławem, zaczętą jakoś tak przy
okazji otwarcia TESCO. Norbert Królik pozostał na wolności. Wydawało się jednak,
że nie ma specjalnych powodów do zachwalania swego ciemiężcy, bez względu na
układy zawarte ponad jego głową i piórem między wydawcą GR a władzą. Później wydarzenia
potoczyły się z szybkością mistrzów krótkich dystansów. Wacław Maciuszonek
przerżnął wybory i pozostawił społeczeństwu w spadku kretyńską inwestycję przy
Leśnej. Redaktor bije jednak swemu niedawnemu ciemiężcy pokłony i obficie
cytuje pana Wacława w swoim artykule o nieco przydługawym tytule: „W basenie
jest woda. Są wakacje. Ale kąpać się nie będziemy” (GR 26.06.2015). Były
Burmistrz – sprawca zamieszania – z charakterystyczną dla siebie bezczelnością
mówi redaktorowi, a redaktor bez żenady i jakiegokolwiek komentarza cytuje, że
gdyby Pan Wacław pozostał na stanowisku, to wszyscy byśmy się już pławili w tym
cudzie techniki basenowej. Mieszkańcy mają więc za swoje, a redaktor rzucił się
w czułe objęcia swego niedawnego ciemiężyciela. Chyba zapomniał, że teraz
Strażą Miejską rządzi silna Danuta. A może prowokuje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz