piątek, 31 lipca 2015

TYGODNIK w 5 MINUT nr 5/2015. GAZETA REGIONALNA 31 LIPCA 2015



Proszę uprzejmie
Redaktór Piotr Piotrowski prostuje: „W artykule pt. „Zwinął rower” błędnie podałem, że złodziej z Żagania zapakował kradziony rower do auta dostawczego. W rzeczywistości, pojechał rowerem na ul. Bema i tam, gdy zatrzymał się przy aucie dostawczym, został ujęty przez policjantów. Za pomyłkę zainteresowanych przepraszam”. Tak to bywa gdy redaktór zapatrzy się w panią rzecznik policji…
Zauważyli
Tydzień wcześniej – w dniu zamontowania wygodnych wiat na przystanku przy ul: Ułańskiej GR przedstawiła piórem redaktóra Grzegorza Kozakiewicza obraz i opis w stylu „Polska w ruinie” lub też „Szydło z gospodarską wizytą z ruiną w tle”. W najnowszym wydaniu - tym razem redaktór Norbert Królik – zauważa wprawdzie nowe wiaty, nazywa je nawet „wypasionymi”. Oczywiście ani słowa o rozminięciu się z rzeczywistością tydzień wcześniej. Za to znalazł się powód do dopierdolenia. Królikowi nie podoba się szerokość wiat, bo są problemy z… mijaniem się przechodniów. Gdyby z kolei były węższe, zapewne podniósłby się wrzask, że są za wąskie i deszcz zacina. Pani Burmistrz, się Pani nie przejmuje. Z Regionalną jest jak z szefem kompanii. Po capstrzyku jak wojsko nie śpi – to łamie regulamin. Jak śpi – to się obraziło. Dobrze, że redaktórzy nie każą Pani zamiatać tej Ułańskiej. Szczoteczką do zębów.
Wiej, wietrze wiej…
Redaktórka Bogusława Janicka-Klisz skrupulatnie wyliczyła awanse, wyróżnienia i nagrody dla żarskich strażaków. Za co te dobra? Wyjaśnienie jest w tytule artykułu: „Nagrodzeni za wichurę”.
Mieć miedź. Ciąg dalszy nastąpił i nastąpi…
Nie minął tydzień jak sprawdzają się moje słowa. Już jest pierwsza ofiara gorączki srebra i miedzi. Redaktór Piotrowski pyta Sławomira Kowala czy na fali tej gorączki chce wjechać do Sejmu. „Nie mam zamiaru ubiegać się o fotel posła” uspokaja redaktóra radny sejmiku. Teraz Redaktór zacznie szukać kolejnego fotela dla Kowala. Podpowiadam: prezes pierwszej kopalni w Żaganiu.

TYGODNIK w 5 MINUT nr 4/2015. MOJA GAZETA 30 LIPCA 2015



Guzicki poprawia skarb(ówkę).
Artur Guzicki – specjalista od gromów kierowanych w nieokreślone z adresu urzędy skarbowe, postanowił dowiedzieć się ile czasu trwa zwrot nadpłaty podatków. Aby zaspokoić głód wiedzy zwrócił się do urzędników z… „ministerstwa skarbu”. Oczywiście podatki i ich rozliczenie to ważny narodowy skarb, jednak równie dobrze – jeśli nie lepiej – byłoby, gdyby redaktór wysłał swoje lamenty na urzędy skarbowe do np. Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tam przynajmniej byłaby szansa trafić do jakiejś galerii. Absurdu.
Może by się tak redaktorzy dogadali?
W artykule „Uciekające pieniądze” Paweł Skrzypczyński pisze o problematyce zwrotu podatku VAT: „(…) Przecież równie dobrze, za takie pieniądze można zatrudnić pracownika w urzędzie albo zlecić to działanie któremuś z już zatrudnionych. To tylko kwestia szkolenia i zapoznania się z przepisami”. W komentarzu do artykułu – naczelny znawca podatków Mojej Gazety (wymieniony wyżej), pisze natomiast: „(…) procedury związane z odzyskaniem podatku VAT są skomplikowane” i wskazuje na Regionalną Izbę Obrachunkową jako właściwe miejsce badań.
Pogodzę obu redaktorów. (…) w okresie 2001–2011 zostało przeprowadzonych łącznie 1600 zmian). Prym w niestabilności (czyt.: częstej liczbie zmian) prawa podatkowego wiedzie ustawa o podatku od towarów i usług. Przez siedem lat od wejścia w życie ustawy VAT (w 2004 roku) zmieniono 698 przepisów, natomiast sam artykuł 2 (dotyczący definicji słownikowych) został zmieniony aż 14 razy. Także na tle innych krajów Polska stabilność prawa VAT wypada nie najlepiej. W okresie 2004–2014 ustawa o podatku od towarów i usług była zmieniana łącznie 39 razy, czyli prawie dwa razy częściej niż w tym samym okresie w Austrii i na Słowacji” (za Centrum Badań i Analiz. Pracodawcy RP). Zapraszam obu panów na szkolenie i zapoznanie się z przepisami.
Przegwizdane
Rafał Makuch opisuje kręte ścieżki konkursu na dyrektora zespołu szkół w Wiechlicach. Ma się on ostatecznie odbyć w sierpniu, a na stanowisko kandydują jeszcze koalicjanci: Cecylia Brodzińska (PO) i Jan Suchecki (PSL). Publikacja wzbogacona jest fotografią jedynie pana Jana. Podpis pod fotką jest ściśle związany z tematem artykułu: „Jan Suchecki od lat związany jest ze środowiskiem sędziowskim. Aktualnie pełni funkcję Przewodniczącego Lubuskiego Kolegium Sędziów”. Albo pani Cecylia albo uczniowie mają przegwizdane?
NADZIEJA W RODZINCE
Pałająca co tydzień świętym oburzeniem na panujące powszechnie kumoterstwo, kolesiostwo i nepotyzm, Wasza Gazeta z satysfakcją donosi o zmianie na stanowisku prezesa Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Lubsku. Z nadzieją wita na stanowisku Marcina Gołębiewskiego, który jest synem prezesa spółdzielni mieszkaniowej. Informacja o ojcu nie jest bez znaczenia, bo redakcja podziela nadzieje burmistrza Lubska: „Lech Jurkowski w tym rodzinnym powiązaniu widzi szansę na skuteczną pracę. Liczy, że dzięki współpracy ojca z synem gmina pozbędzie się problemu brakujących deklaracji śmieciowych”. Zapewne wszystko co nie dotyczy Wacława Maciuszonka, Wiesława Polita i Radosława Pogorzelca dla Gazety jest dozwolone.
NA BACHORACH NIE ZAROBISZ
Bartosz Sulczewski pochylił się nad ciężkim losem rodziny Femlaków, która dostaje „zaledwie” 1000 zł miesięcznie na każde z dziewięciorga dzieci, którymi się opiekują w imieniu państwa. Zdaniem redaktora i państwa Femlaków kwota 108.000 zł rocznie nie wystarczy na zapewnienie dzieciom wypoczynku letniego. Zarówno redaktor jak i Femlakowie w dupie mają rodziny wychowujące np. trójkę własnych dzieci z dochodami netto nie przekraczającymi 2 tysięcy miesięcznie. Na całą rodzinę. Redaktor ze współczuciem donosi: (…) małżeństwo dawno już straciło nadzieję na zarobek. Femlakowie do pomocy obcym dzieciom od lat dokładają”. Istna tragedia.
GUZICKI POPRAWIA HISTORIĘ
Oczywistością są fakty:
- że z woli i zimnej kalkulacji Związku Sowieckiego „pomoc” udzielona Armii Krajowej w Wilnie (Akcja „Burza”) miała na celu głównie bezkrwawe zajęcie miasta i skuteczne rozpracowanie polskiego podziemia przed masowymi aresztowaniami
- że w Warszawie wojska sowieckie z pełnym cynizmem postanowiły wspomóc „samozniszczenie” i zniszczenie Polaków poprzez wstrzymanie się od jakichkolwiek działań (poza nielicznymi i raczej symbolicznymi aktami wsparcia). Jednak zarzucanie Rosjanom, że atakowali powstańców – to wyjątkowo wredna i obliczona na powszechną niewiedzę historyczną czytelników nieprawda. Guzicki wspominając dwóch nieżyjących już uczestników Powstania Warszawskiego, późniejszych lekarzy w szpitalu wojskowym w Żarach, wciska drańskie kłamstwo: „(…) ‘Jurand’ musiał swoich rannych bronić nie tylko przed Niemcami, którzy po upadku Powiśla chcieli rozstrzelać medyczny personel szpitala, ale także przed Sowietami (podkr. M.Sz.), którzy zza Wisły ostrzeliwali polową lecznicę”
Jest wielu redaktorów, którzy zdecydowanie za późno się urodzili i teraz chcieliby się wykazać, wyobrażając sobie, że ich klawiatura to „Vis”, a amunicja to - seriami wypuszczane wyjątkowe głupoty. Niechby Guzicki poczytał:
„Pamiętam na Wilanowskiej, gdzie „Radosław” miał swoją kwaterę, ja też byłem wtedy przy nim, byli ranni w piwnicach, byli „berlingowcy” i Niemcy atakowali nas. Podchodzili już pod samą kamienicę. Z pierwszego i z drugiego piętra ostrzeliwaliśmy się, ale był taki moment, że już by na pewno wtargnęli, bo dużą siłą, z dwoma czołgami, podeszli bardzo blisko. Wtedy przez radiotelefon wezwaliśmy ogień artylerii po nas, po naszym kwadracie. Jak radiotelegrafista podał żeby po naszym kwadracie strzelali, to tam powiedzieli: „To przecież wy tam jesteście!”, a on mówi tak: „Niemcy są przy kamienicy naszej”. Tylko dzięki tej artylerii wtedy zza Wisły, Niemcy zostali odparci, bo my już nie dali byśmy rady, dostalibyśmy się wtedy do niewoli. To był taki moment. „Radosław” już kazał dziurę z piwnicy rozbić, aby móc na tyły się wycofywać. No i już prawie byłaby beznadziejność, bo Niemcy byli z frontu a my na tyły i jeszcze [byśmy] się uratowali. Dzięki tej artylerii, nigdy tego nie zapomnę, zostaliśmy ocaleni.”
Fragment wspomnień generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego ps „Motyl”. Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego
Finezja
Paweł Skrzypczyński odwiedził „Muzeum na Kółkach” – mobilną wystawę Muzeum Żydów Polskich POLIN. Opisał krótko trzydniowy pobyt wystawy w Żarach i nadał temu wyjątkowo finezyjny tytuł… „Żydzi na żarskim bruku”. Już raz byli. W 1938 roku.
Kiedy było świetnie?
Zdaniem redakcji Waszej Gazety było to wtedy, gdy „tuplicki dworzec kolejowy tętnił życiem. Stacja była ostatnią i zarazem pierwszą w Polsce. Tu zatrzymywały się wjeżdżające i wyjeżdżające z Polski pociągi. Tu funkcjonował Urząd Celny i Straż Graniczna i wysiadali celnicy oraz funkcjonariusze Straży Granicznej. Wszystko skończyło się wraz z traktatem Schengen i wejściem Polski do Unii Europejskiej”. Rzeczywiście było świetnie. Te kontrole graniczne, te ukochane służby PRL-u, które już nie krzątają się wokół dworców ani w Tuplicach, ani w o wiele ważniejszym Rzepinie. Te cudowne prośby, łapówki i znajomości przy zdobyciu paszportu. Ten handelek z pokonywaniem granic „demoludów” i słynących z uprzejmości funkcjonariuszy granicznych. Wszystko to się skończyło. Nawet nie ma jak się poskarżyć do „Trybuny Ludu”.

... ale jest gdzie powspominać. Na zdjęciu pas przygraniczny między Polską a Rosją na Mierzei Wiślanej. (fot za www.racibo.pl)

środa, 29 lipca 2015

CZY PO SOBOCIE WRÓCI CIEPŁO? PODPOWIEDŹ JEST W BERLINIE. MOJA PROGNOZA od środy (29 lipca) do popołudnia w sobotę (już 1 sierpnia!).



W stosunku do poprzednich – bardzo dynamicznych pogodowo dni, prognozowanie dla Żagania i Żar nie będzie zbyt trudne. Ostatnie dni lipca zapamiętamy jako raczej chłodne ale spokojne i pogodne. Dziś temperatura do wieczora nie przekroczy 19 stopni. Późnym wieczorem i  w nocy spadnie do 10, ale odczuwać będziemy zaledwie 5. Jutro w dzień jeszcze chłodniej – jakieś 16 – 17 stopni. Noc – jak poprzednia. W piątek i sobotę wskazania termometru nie dobiją 20 stopni, a noce ciągle zimne. Pogoda wymarzona do wycieczek, wypraw i spacerów. Nie czekają nas żadne gwałtowne zdarzenia.
Opady: Jeżeli się pojawią – to jedynie dziś (środa) późnym popołudniem i nie będą intensywne. Później - aż do soboty będzie raczej bezdeszczowo.
Ciśnienie: Teraz mamy dość niskie ok 1005 hPa (754 mmHg). W nocy zacznie wzrastać: w czwartek 1015 hPa (761 mmHg); piątek i sobota do 1018 hPa (763 mmHg).
Zachmurzenie: Chmury będą pojawiać się co jakiś czas, ale aż do popołudnia w piątek – nie będą grube i bure, a okresami zaświeci słońce. Dopiero w piątek po południu niebo mocniej się zachmurzy i będzie tak, z krótkim przerwami (np. późną nocą z piątku na sobotę – jest szansa na skorzystanie z teleskopów i lunet do obserwacji nieba między 23:00 a 2:00)
Wiatr: Dziś i jutro będzie wiało z południowego zachodu. Od czasu do czasu dmuchnie silniej 6 – 8 m/s. W czwartek wieczorem wiatr osłabnie do ok. 3 m/s.
Pogoda dla tych, których stać (albo im się tak wydaje) Nie dotyczy tych, którzy będą służbowo:
- w Berlinie… do soboty pogoda będzie bardzo podobna do naszej –żagańskiej i żarskiej. Dziś będzie jednak mocniej padać. Bardzo ciekawa będzie sobota, bo Berlin będzie prawdopodobnie zwiastunem dużej zmiany, która dotrze i do nas. Ta zmiana to temperatura zdecydowanie powyżej 20 stopni. Miejmy więc nadzieję, że w sobotę będą dobre wiadomości dla wszystkich, którzy mają wakacje i urlopy.
- w Pradze: Stolica Czech będzie miała podobna do naszej pogodę. Jednak w sobotę – w odróżnieniu od Berlina – temperatura spadnie do zaledwie 15 – 16 stopni. Dobrze, ze trochę izolują nas góry.
- w najbliższych górach (Karpacz; Szklarska Poręba): Przy raczej bezchmurnym niebie jest tam zdecydowanie chłodniej. Temperatura w dzień nie przekroczy 15 stopni (a odczuwalna będzie o 1 – 2 stopnie niższa). Ciepłe bluzy i kurtki są nieodzowne, ale warto skorzystać z raczej pogodnego nieba i dalekiej widoczności oraz braku gwałtownych zjawisk. Idealna pogoda na wycieczki i wyprawy górskimi szlakami. Noce – bardzo zimne. Ze środy na czwartek i z czwartku na piątek temperatura spadać będzie do 5 stopni, a odczuwalna… zaledwie 2 – 3. W piątek po południu nadpłyną gęste chmury. W sobotę zmieni się kierunek wiatru z południowo – zachodniego i zachodniego na południowo – wschodni. Od południa w sobotę najprawdopodobniej zacznie padać.
- nad najbliższym morzem (Międzyzdroje): oj trzeba się zaopatrzyć w gry planszowe i cierpliwość. Dziś do wieczora będzie jeszcze w miarę pogodne niebo, ale wieczorem napłyną chmury, które nie ustąpią do soboty. Temperatura: dziś do 18 stopni, ale odczuwalna – o 2 mniej. Jutro – jeszcze gorzej. Maksymalnie do 16 stopni. W piątek termometr wróci na 18 kreskę, a w sobotę… mam nadzieję, że się sprawdzi ten wpływ z kierunku Berlina. Noce chłodne – nie więcej niż 12 – 13 stopni, a odczuwane zaledwie 10. Niestety dość dużo i często będzie padał deszcz. Dziś – za chwile się zacznie (12:40) i z krótkimi przerwami będzie padało i to nawet bardzo intensywnie do 1:00 w nocy. I jeszcze trochę 'dochlapie' w czwartek rano (od 4:00 do 10:00)… i jeszcze w piątek (od 12:00 do 17:00). Ale w sobotę, przynajmniej do popołudnia już raczej nie. Oby się nie sprawdziło.

Prognoza pogody dzięki wiedzy naszych naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego – meteo.icm.edu.p

poniedziałek, 27 lipca 2015

TYGODNIKI w 5 MINUT. Nr 03/2015



NAWAŁNICA NAWALIŁA
Pojawiła się w niedzielę. To najgorszy dzień dla naszych tygodników. Trochę za wcześnie i przy zamykaniu wydań nie wiadomo co robić. Poinformować czytelników o tym, że była nawałnica, o której doskonale przecież wiedzą? Dać to na pierwszą stronę czy też wrzucić do środka numeru, który ukaże się prawie tydzień po?. A jaki dać tytuł? Jaki lit? Regionalna ma sprawę w dupie. Tydzień po, to już nie temat, więc… nie dają ani słowa na pierwszej stronie, a na „rozkładówce” (20 – 21 strona) piszą: TO BYŁ KATAKLIZM. Żagańska Gazeta Lokalna podeszła do sprawy pragmatycznie i słusznie zauważyła, że rzeczywisty stan naszej energetyki ujawnić potrafi jeden podmuch. Mocno przestraszyli się redaktorzy Kuriera Żarsko – Żagańskiego Gazety Lubuskiej, którzy zawołali na pierwszej stronie: „NISZCZYCIELSKI ŻYWIOŁ! ZRYWAŁ DACHY, ŁAMAŁ DRZEWA”. Jednak najbardziej zgodnie z polityczną linią jedynej ukochanej partii zachowała się Moja Gazeta. Jak co tydzień na „jedynce” jest oczywiście główny powód istnienia MG – demiurg Wacław („Kogo kupił Maciuszonek”) i nie może tego faktu, zmienić nawet to, że zdaniem redakcji MG po wichurze… „MIASTO W RUINIE”.
MOJA GAZETA
KTO CZEGO SIĘ NAJARAŁ?
Redaktor Hałas zajął się niewątpliwie dochodowym interesem. Z dużym znawstwem odkrył zażywanie dopalaczy przez przedstawicieli lokalnych władz. U ukrytych za literką ‘P’ Wiesława Polita i Radosław Pogorzelca redaktor stwierdza symptomy zażywania „Czeszącego Grzebienia”. Główny bohater i przyczyna istnienia Mojej Gazety – Wacław (Maciuszonek) ze względu na nieprzeniknioną twarz, bez cienia wątpliwości został przez redaktora rozszyfrowany – raczy się razem w Waldemarem Pawlakiem (Pawlak jako jedyny został wymieniony z imienia i nazwiska, więc Hałas musi mieć na niego niewątpliwe dowody) „Sztywnym Miszą”.
Trochę bez ładu i składu Hałas dowala każdemu po uważaniu. Marchewka – żagański burmistrz, zdaniem autora rubryki walił „”Lorda Koksa” zarówno gdy podejmował kuriozalną decyzję o powołaniu na swego zastępcę Piotra Kowalskiego, jak i wtedy, gdy racjonalnie choć kosztem ŻTBS się go pozbył. „Szefowie samorządów” Szprotawy i Niegosławic raczą się „Mocarzem”, bo redaktorowi nie podoba się stan drogi łączącej obie miejscowości oraz cena biletu na autobus. Tu chyba sam redaktor coś „wciągnął”, bo raczej żaden z wymienionych szefów nie ma wpływu przynajmniej na cenę przejazdu. Poza tym, gdyby rzeczywiście brali „Mocarza” droga byłaby lepsza a przejazd darmowy.
Jak to zawsze w dobrze kwitnącym interesie – redaktor zapomniał wspomnieć cokolwiek o dostawcy (dostawcach). Chodzi o największe (w tym wymyślane i produkowane dla zaspokojenia najprymitywniejszych potrzeb gawiedzi) świństwa. Dilerką sprawnie zajmują się od dawna mistrzowie lokalnych mediów! Czy „Supermana” chowają tylko dla siebie?
SPIJANIE SZAMPANA.
Moja Gazeta piórem Magdaleny Zając pod pozorem optymistycznej publicystyki kulinarnej, bezczelnie i bez stosownych w takich okolicznościach opisów (np. artykuł sponsorowany lub artykuł zawiera lokowanie usług itp.), reklamuje usługi pewnej firmy. By upojny włoski wieczór miał patriotyczne pierdnięcie, nadano mu tytuł nawiązujący do hymnu Najjaśniejszej RP. Szczęśliwcy – w tym autorka – bawili się wyśmienicie: „Klimat Festy Italiana był naprawdę włoski. Uczestniczyły w niej całe rodziny (…) Po terenie (…) beztrosko biegały więc dzieci gości, przechadzały się zakochane pary trzymające się romantycznie za ręce. Można było zauważyć seniorów spacerujących po bogato ukwieconej posesji”. Redaktor Zając już szykuje się do następnych upojnych wrażeń i zapowiada czytelnikom Mojej Gazety, że wezmą udział w następnej kolacji. „Będzie ona w klimacie kuchni francuskiej”. Czytelnicy będą więc spijać szampana. Ustami Pani Zając.
GAZETA REGIONALNA
ZMIENNOŚĆ PUNKTU WIDZENIA
Gdy Wacław Maciuszonek na chama likwidował przystanki komunikacji przy ulicy Ułańskiej Regionalna stanęła w pierwszym szeregu obrońców „napadniętych” przez burmistrza pasażerów. Dziś, gdy Danuta Madej postanowiła przywrócić stare porządki (to zdaje się jest główna specjalność Pani Burmistrz), Regionalna piórem Grzegorza Kozakiewicza obrzydza czytelnikom powrót na Ułańską jak tylko może. Po pierwsze informuje już w tytule, że podatnicy dopłacą do tej rekonstrukcji 20 tysięcy. Po drugie rozkłady jazdy przymocowane są do latarni (jak by to miało jakiekolwiek znaczenie). Po trzecie – zamiast ławek dla pasażerów jest przewrócony betonowy śmietnik. Jak twierdzi zaangażowany redaktor, pasażerowie wolą przystanek przy ul: Długosza, bo: „Przemawiają za tym siła przyzwyczajenia, cień i możliwość odpoczynku na ławkach”. Zanim Maciuszonek zniszczył prawdziwą siłę przyzwyczajenia mieszkańców, to właśnie ulica Ułańska była głównym miejscem oczekiwania na autobusy. Nie wiadomo z jakiego powodu redaktór poleca przy okazji usługi najdroższego sracza w województwie na dworcu PKS Żary (czy też Fenix V – nikt nie wie co dokładnie do kogo należy) i pieprzy głodne kawałki o tym, że z Długosza jest do niego bliżej (o ile?) niż z Ułańskiej. Wszystko to redaktór ilustruje własnymi fotografiami, które ukazują cały syf i mizerię realizacji pomysłu Burmistrz Danuty. Problem w tym, że w dniu ukazania się artykułu przejeżdżałem akurat Ułańską i wykonałem też fotografię. Czy jest w Żarach jakaś inna Ułańska?



BUCHNIĘCIE I ZWINIĘCIE
Nieocenionej prawości redaktór Piotr Piotrowski uporczywie i od lat dogęszcza cele więzienne. Uważa on na przykład, że 33 letni mieszkaniec Gozdnicy za podpierdolenie motoroweru z cudzej piwnicy może pójść do „pudła” nawet na 10 lat. Redktór choćby spędził w sądach 10 lat, nie doczekałby takiego wyroku za – jak to sam nazwał – buchnięcie.
Inną kategorią redaktóra jest zwinięcie. Zwinięcie dotyczy roweru. Rower to jednak zaledwie wierzchołek, ponieważ jego zwinięcie spowodowało lawinę. Zwijający wpakował rower do samochodu dostawczego i pojechał w leśne rejony. Tam dopadła go policja i stwierdziła ustami podinspektor Sylwii Woroniec, że:
- zwinął rower
- ma 2,5 promila alkoholu we krwi
- ma zakaz kierowania pojazdami (nawet rowerem) do końca 2017 roku
Redaktór się zawiesił i nie wie jaką karę zaproponować. Podinspektor Sylwia nie podpowiedziała?

MIEĆ MIEDŹ
Już chciałby redaktór Kozakiewicz, który zapowiada: „BĘDĄ NOWE KOPALNIE”. Wprawdzie nie pisze gdzie w powiecie żarskim i żagańskim są stare kopalnie, ale czym się przejmować. Najzabawniejsze jest to, że redaktór jakby szykował się już do Barbórki i Karczmy piwnej. Radosne te przygotowania nie pozwalają na trzeźwą ocenę faktów. Po pierwsze planowane prace związane z koncesją dla firmy „Amarante” to zaledwie wniosek o koncesję na prace poszukiwawcze. Po drugie, jeśli nawet poszukiwania miałyby się zakończyć powodzeniem, prace z poszukiwawczych i takiej koncesji, mają szansę przekształcić się w rozpoznawcze. A co dalej? Za jakie 50 lat, być może jakiś redaktór czy redaktórka Gazety Regionalnej pojedzie robić reportaż o protestach mieszkańców wychowanych przez ukochany tygodnik wspierający walkę z wiatrakami. Dla jasności – nie chodzi mi o Miguela Cervantesa i legendarnego Don Kichota. Byłoby to, że tak napiszę zbyt misyjne…

OD KAPUSTY… REDAKTÓR TŁUSTY
Piotr Piotrowski ujął się za sprzedawcą kapusty. Z powodu legalnej konkurencji sprzedawca ten przez piątek i sobotę sprzedał  „raptem trzy kapusty, choć do zbiorów mam ich na polu 10 tysięcy sztuk”. Oczywiście redaktórowi nie przyszło do głowy zapytać po jaką cholerę jego rozmówca posadził aż 10 tysięcy sztuk kapusty, jeśli sama Szprotawa liczy około 12 tysięcy mieszkańców (w tym są na pewno i tacy, którzy nie lubią kapusty), a przecież handel kapustą jest wolny, więc zapewne tych główek kapusty jest do cholery i trochę. Ale po co redaktór miałby zawracać sobie głowę takimi pierdołami. Od czego jest Burmistrz? Przy okazji da się udowodnić, że jest bezsilny. Bo jest. Przynajmniej w sprawie popytu na kapustę. Nie ma to jak pogadać sobie z burmistrzem i odebrać honoraria. Zapewne o wiele wyższe niż za trzy kapusty. Zresztą sprawa wyjaśnia się szybko. Na stronie 27 redaktór publikuje z dumą: „ – Dzwonię do pana z prośbą o pomoc – zakomunikował dziennikarzowi „Regionalnej””… burmistrz Szprotawy! Radaktór ma pomóc Panu Burmistrzowi w interwencji w Powiecie. Ale jaja. To jakaś nowa świecka tradycja?

NA WICHURĘ YERBA MATE
Skrzywdzony wichurą i ENEĄ lud obficie wyżala się na łamach. Bogusława Janicka-Klisz pokazuje puste lodówki w firmie Ewy Dżugały, krzywe drzewo pod domem Jadwigi Słowik, kilkuset mieszkańców Żagania i okolic oraz gminy Wymiarki. By wszystkie te nieszczęścia wynagrodzić w sąsiedztwie redaktór Marcin Ruszkiewicz zachwala królewską lilię w Żarach, a Piotr Piotrowski poleca wyluzowanie się… w Żagańskiej Strefie Chillu.

OCHOTNICY OCHOCZO… PO KASĘ
W gminie Lubsko gorącym – poza oczywiście pożarami – tematem stała się kasa dla „ochotników”. Druhowie z OSP brali kasę za:
- godzina w akcji: 12,00 złotych
- godzina na szkoleniu: też 12:00 złotych
- w Dniu Strażaka – premia 100 – 200 złotych dla każdego
Burmistrz Lubska trochę się wkurwił i mimo bezczelnego nacisku Pana Komendanta „państwówki” z Żar postanowił, że za godzinę szkolenia będzie 6 złotych (a powinien raczej nie płacić ani grosza, bo to druhom powinno zależeć na tym by się szkolić. Nie jestem pewien, ale – moim zdaniem za szkolenie powinni płacić). Nagrody zaś – całkiem słusznie – burmistrz postanowił nawet podwyższyć, ale przyznawać je tylko tym druhom, którzy rzeczywiście się angażują. Ja jeszcze podpowiem panu burmistrzowi żeby dokładnie sprawdził wykorzystywanie remiz (zwłaszcza tych po remontach) do prywatnych lub półprywatnych celów oraz w jaki sposób możliwość legalnej sprzedaży przez OSP alkoholu ma się do potrzeby walki z nałogami. A w ogóle druhowie mogliby przecież działać na podstawie ustawy o wolontariacie, tak jak robią to wszyscy. Ja wiem, że druh Pawlak czuwa, ale może udałoby się w nowej kadencji wreszcie coś zmienić?

MARCHEWKA DLA MŁODYCH
Mateusz Błaszczak i Justyna Niepsuj – młodzi mieszkańcy Żagania i współautorzy projektu „Perspektywa” domagają się od Burmistrza Marchewki, obiecanej marchewki, czyli debaty z młodym pokoleniem, w czasie której padnie jedno, ale jakże ważne i zasadnicze pytanie: co zrobić by Żagań był atrakcyjnym miejscem dla planów miejscowej młodzieży, która nie chce wyjeżdżać do większych miast i za granicę. W czasie takiej debaty Marchewka mógłby opowiedzieć młodym swój życiorys i oni szybko dowiedzieliby się, że w zasadzie jedyną ścieką kariery jest być przez długie lata posłusznym władzy funkcjonariuszem (najlepiej nauczycielem), a później wystartować w wyborach samorządowych. Jeszcze prostszą drogę może opowiedzieć wieloletni podopieczny żagańskich podatników Piotr Kowalski (też nauczyciel), który potwierdza tezę, że trzeba jak najmniej umieć a jak najwięcej słuchać, by później ROZKAZYWAĆ (najpierw w szkółce wiejskiej, później w wydziale Urzędu Miejskiego, następnie w żagańskim OSIR, drobny czas niełaski – w gospodarce komunalnej w Iłowej, po czym triumfalny powrót na grzędę marchewki w ratuszu, by – jak na dziś – zostać wyrzuconym na zbity pysk… na stanowisko Prezesa ŻTBS). Zasada podstawowa – żyj z pieniędzy podatników, a krzywda ci się nie stanie. Nie wiem więc dlaczego redaktór Piotr Piotrowski pisze, że młodzi są zawiedzeni nowym pomysłem burmistrza Marchewki. Zamiast debaty proponuje on… warsztaty. To bardzo dobry pomysł, bo warsztaty są dla nielicznych. Więc będą przydatne dla tych, którzy rzeczywiście zostaną w Żaganiu w towarzystwie Marchewki i Kowalskiego jako mierni, bierni ale wierni. Wszystkich pozostałych kieruję do Wiesia Jurgi. On podpowie jak być z Żagania nawet poza nim. Warsztaty z Marchewką zostawcie sobie kochani na czas kiedy pozostaniecie już bez wyjścia.

GALERIA BYKÓW
GRO
Redaktor Magdalena Zając pisze („Pionier integracji” MG 23 lipca 2015): „Gro ludzi pobudowało sobie w Grabiku…”. Ale niestety nic tu ani nie „gro” ani nie „bucy”, ponieważ:
- po pierwsze: użyte określenie pochodzi od słowa francuskiego gro’ i tak należy je pisać
- a po drugie:. gros oznacza większą część, większość, a przecież gołym okiem widać, że w Grabiku ludzie, którzy zdaniem rozmówcy redaktor Zając pobudowali sobie wille i traktują je jak sypialnie, nie stanowią większości. Jest ich wielu, a nawet może mnóstwo (to właśnie znaczy słowo gros)
ULEWY POPALAJĄCE
Nieoceniony dla języka troglodytów redaktór Piotr Piotrowski pisze, że „Ostatnie ulewy dały nam popalić”. Czy to były ulewy z jakiejś rafinerii?. Fakt. Mogła to być woda. Ognista.
KOLEKTORY DAJĄ
Piotr Piotrowski twierdzi, że kolektor na Osiedlu Słonecznym w Szprotawie dał mieszkance 22 tysiące złotych! Wielka szkoda, że redaktór nie pisze o jaki typ kolektora chodzi, bo do wyboru są: kanalizacyny, dolotowy i ssący (ten raczej nie), wydechowy, czyli wylotowy. Mało prawdopodobne, ale może też chodzić o kolektor: złożowy i/lub flotacyjny.
W każdym razie kolektory uszczęśliwiają czytelników „Regionalnej”, bo w Żaganiu w „kolektorze w markecie Eco” mieszkaniec Żagania wygrał 338 tysięcy (pomijam fakt, że redaktór nie może się nauczyć, że skrót od 1000 to tyś. a nie tys.
Redaktór nie potrafi też:
- prawidłowo odmienić przez przypadek accusativus gminy Szprotawa
- nie wie, że nie kieruje się na adres, ale pod dresem
- inwestycja nie może też trafić do realizacji. Może być zaplanowana, albo – owszem- trafiona, ale nie do realizacji, tylko np. w oczekiwania odbiorców.
- głosy są kategorią policzalną, więc charakteryzują się liczbą a nie – jak notorycznie wypisuje redaktór,  sekretarz to „puszcza” – ilością.
- nie da się w budżecie obywatelskim niczego zrobić poza poprawkami, albo zmianami. Wszystko co radaktór opisuje w dziele pt: „Sam zdecyduj”, w kontekście budżetu obywatelskiego można zrobić dzięki niemu (przy jego pomocy lub przy jego udziale).
Redaktór twierdzi również, że mecz w siatkówce może zakończyć się remisem. Stało się to możliwe w meczu urzędników (Urząd Miasta – Starostwo Powiatowe).
Twórczo rozwija talenty kolegi redaktórka Justyna Bareła, która zachęca czytelników do zapisania się NA SEKCJE. Przykro mi ale na sekcje można zapisywać się już w stanie.. zwłok.
Redaktorze Marcinie Ruszkiewiczu. Nawet jeśli grają działacze, to w zawodach w SKĄPEM, a nie w Skąpe koło Świebodzinie.