piątek, 17 lipca 2015

TYGODNIKI w 5 MINUT nr 02/2015



GAZETA RAGIONALNA
SAMO – jak nazwa by wskazywała – BÓJSTWO
Redaktórka Justyna Bareła (Gazeta Regionalna 17 lipca) przy okazji szczegółowego opisu tragicznego zdarzenia w gminie Trzebiel, dokonuje wielu niebanalnych odkryć oraz interpretacji językowych. Już z podtytułu artykułu (o wiele za dużego jak na umiejętności autorki w sprawnym przelewaniu gonitwy myśli na papier - laptop), możemy dowiedzieć się, że opisywane samobójstwo było… samodzielne. Zaś ujawnione zwłoki pozwoliły na wskazanie wielu nietypowych, jak na zwykłą sosnę cech. Drzewo to miało mianowicie „zaciśniętą pętlę na szyi” i zostało „wstępnie zidentyfikowane”.
Przecudnej urody są też zwierzenia funkcjonariusza policji i druha OSP. Druh Paweł Dendewicz wspomina: „Dwóch strażaków założyło maski ochronne, bo ciało było już w stanie mocnego rozkładu”. Funkcjonariusz policji Robert Pietrzak miejsce akcji określa (ale też być może to pióro/paluszek redaktórki) mianem „miejsca zamieszania”. Jakiego zamieszania? Chyba zawieszania. Oczywiście samodzielnego.

OPALACZE NA DOPALACZE
Regionalna odkrywa, że polskie media zupełnie niepotrzebnie szaleją jak po zażyciu „Mocarza”, bo w Żarach na SOR pacjenci po zażyciu tego świństwa znani są już… od dwóch lat. Ja zawsze twierdziłem, nawet po wysłuchaniu zwykłej prognozy pogody w radiu czy telewizji, że my tu żyjemy jakby w nieco innym kraju niż Polonusi w Warszawie.

GEOMETRIA PANI REDAKTÓRKI
Jak donosi GR powstanie w Żarach McDonalds! Redaktórka Bogusława Janicka - Klisz informuje, że ten przybytek najgorszego gustu kulinarnego i architektonicznego, postawić mają „w kwadracie ulic Moniuszki – Lotników – Strzelców”. Sam fakt, że trzy ulice nie są w stanie wytyczyć figury kwadratu, nic redaktórce nie podpowiada. Odsyłam więc do google maps. Na pierwszy rzut oka widać, że to… TRÓJKĄT!

KOLCE BEZPIECZEŃSTWA…
… zamontowali na żarskim ratuszu. Mają one chronić Urząd Miasta przed srającymi gołębiami. jak jednak twierdzi redaktórka Bogusława Janicka – Klisz chodzi również o… „bezpieczeństwo mieszkańców odwiedzających Ratusz”. A dokładniej nie dałoby się opisać co te kolce zabezpieczają mieszkańcom?

REDAKTÓRKA SIĘ DOSTOSOWUJE
Do poziomu wiedzy mieszkańców ulic Glinianej i Złotej w Lubsku, z lekkością skowronka dostosowuje się redaktórka Justyna Bareła, która postanowiła współprotestować przeciw wiatrakowi prądotwórczemu. W swoim dramatycznie zatytułowanym artykule „Walczymy o przyszłość naszych dzieci” (GR 17 lipca), z uporem maniaka i bez stosownego komentarza przytacza głupoty:
- że „O tym, że coś takiego będą mi tu budować, dowiedziałem się z tablicy informacyjnej”
- że „wiatrak o wysokości prawie 200 (sic!) metrów stanie tak blisko”
- że na Glinianej i Złotej „wieją głównie wiatry zachodnie, czyli cały hałas będzie słyszalny po naszej stronie”
- że „To są nasze prywatne działki, za które zapłaciliśmy”
- że „Nie wiemy też, dlaczego rozpoczęto prace budowlane, skoro okres lęgowy ptaków trwa do 15 lipca i takich robót prowadzić nie można
I wreszcie, że „Raport (oddziaływania na środowisko – dop M.Sz.) zawiera rażące błędy (…) nasze domy nie zostały zaznaczone na mapach”
Pani Redaktór, litości. Do tego jeszcze ten tytuł. Przy uruchamianiu pierwszej linii kolei żelaznej, o której powrocie marzą podobno mieszkańcy Lubska – pisano trochę bredni m. in. o wpływie na kury nioski, ale żeby coś o wpływie na przyszłość dzieci ówczesnych Ziemian? Chyba, że chodzi o płodność. To tak. Zarówno kolej żelazna jak i wiatrak mają wpływ zdecydowany. Zarówno ludzie jak i redaktórzy oraz redaktórki bez opamiętania pieprzą…

CZEGO SIĘ NIE ZROBI DLA REDAKTÓRA?
Oszołomiony Dniami Małomic redaktór Piotr Piotrowski cudem zdołał zauważyć, że śpiewająca przeboje Blue Cafe Dominika Gawęda „podczas koncertu przebierała się trzy razy”. Dodam tylko, że redaktór jest z wokalistką na „ty”… Tak przynajmniej sądzi.

COŚ O MNIE…
W dziale HUMOR Regionalna napisała coś o mnie: „Dlaczego Internet jest pełen ludzi wytykających błędy ortograficzne i gramatyczne? Bo nikt tych cholernych humanistów nie chce przyjąć do pracy”. Właściwie to o Regionalnej jest, bo ostatnio usłyszałem jeden z najlepszych dowcipów:
- Przychodzi humanista do pracy. W Regionalnej.
Właśnie, właśnie – a jak się pisze? I czy internet? Cholerny humanista radzi: słowo występuje bowiem w dwóch użyciach — jako nazwa własna i pospolita. Nazwa własna pierwszej (i jak się zdaje — dotychczas również jedynej) sieci — Internet — przekształciła się w nazwę pospolitą. Przeciętny użytkownik tego medium nie zdaje sobie bowiem sprawy, że korzysta z konkretnej sieci, która została nazwana Internetem. Traktuje tę nazwę jako ogólną nazwę nowego medium — tak jak prasę, radio czy telewizję (za www.rjp.pan.pl). Pozostałe dowcipy w rubryce jak zwykle - skrobane tipsem.

JEST Z CZEGO SPADAĆ
Starosta i Prezes „Budowlanych” Lubsko Janusz Dudojć zwierzył się Gazecie Regionalnej, że III-ligowy beniaminek „raczej nie będzie szalał na rynku transferowym. – Nie pozwala nam na to skromny budżet. Próbowaliśmy rozmawiać z niektórymi zawodnikami, m.in. z KSF-u, ale jak usłyszałem ich żądania to spadłem z krzesła”. Panie Starosto kochany, Pan to przynajmniej ma z czego spadać. W odróżnieniu do obywateli kłębiących się w podległym Panu Wydziale Komunikacji.

GAZETA LOKALNA
WYPRAWA KRÓW
Maciej Markiewicz (Gazeta Lokalna 17 lipca) opisując wyprawę stada krów, wyciąga zupełnie nieoczekiwane wnioski. Najpierw z uznaniem i nieukrywanym samozadowoleniem stwierdza, że nawet krowy są zainteresowane „bieżącym wydaniem „Lokalnej””. Wniosek ten redaktór wyciąga błyskotliwie, „ponieważ kręciły się wokół samochodu, którym dostarczamy nasz tygodnik do sklepów”. Ależ te krówki inteligentne. Zupełnie inaczej niż czytelnicy. Następnym miejscem peregrynacji stały się tory linii kolejowej za Małomicami w kierunku Legnicy. Tu redaktóra zadziwił refleks maszynisty szynobusu, który wykazał się „szybką reakcją”. Chociaż zasługa już w następnym akapicie zbladła, bo „Na całe szczęście pociąg jechał dość wolno i załoga zdążyła wyhamować”. Tymczasem każdy pasażer wie, że począwszy od Żagania aż do Miłkowic pociągi wloką się sakramencko. Zapewne z powodu bydła. Zupełnie jednak nie wiadomo skąd radaktórowi ta krowia wyprawa skojarzyła się z… safari, czyli wyprawą myśliwską lub karawanową w Afryce. Trudno jednak cokolwiek upolować gdy się tego nie zauważa. Redaktór sam odkrywczo podkreśla, że mimo o wiele większego gabarytu w porównaniu z osami, nikt krów nie zauważył oraz nie powiadomił strażaków. Kapitan Grzymała z PSP wyżalił się redaktórowi: „Sam się zastanawiam jak to jest możliwe”. Na co dzień ludziska dupę państwowej straży zawracają jak tylko małą osę zobaczą „ale bezpańskie krowy nikomu nie przeszkadzały”. Na tym przygoda redaktóra Macieja Markiewicza dobiegła końca. Kowbojem to on nie jest. Gdyby był nie pozwoliłby krowom odejść w nieznane. Tymczasem czytamy: „Ślad po wolno biegającym stadzie zaginął”. 

JEST MĄDRZEJ. ZACZĘŁO SIĘ W GOZDNICY
9 lipca 2012 roku w poście „CZY POWIAT ŻAGAŃSKI JEST GŁUPSZY” napisałem: „Tak. Od powiatów: strzelecko-drezdeneckiego o 4,91; gorzowskiego ziemskiego (wiocha wokół Gorzowa) o 4,64; wschowskiego o 3,75; żarskiego o 3,62; świebodzińskiego o 3,43; krośnieńskiego o 2,67; międzyrzeckiego o 1,07, zielonogórskiego (wiocha wokół Zielonej Góry) o 0,57; Zielonej Góry o 10,79; Gorzowa o 6,47.
Na cywilizacyjnej zarośniętej licznymi krzakami próżności, pychy, i zwyczajnej głupoty ścieżce żagańska obłast’ pozostaje w towarzystwie: słubickiej (gorsza o 0,4); sulęcińskiej (o 0,46) i nowosolskiej (gmina wiejska) (o 0,6).
Uogólnienie to mogłoby służyć miejscowym elytom za kompas, gdyby nie miały one w dupie prawdziwych potrzeb i interesów mieszkańców, którzy jak cielęta pozwalają sobą pomiatać.
O tym wszystkim informuję miejscowe dzieci i młodzież oraz ich rodziców i opiekunów z nadzieją, że wreszcie pogonią w cholerę tę zgraję, która żyjąc z publicznych środków (podatków), świetnie się bawi (ławeczkami, odkrywaniem prawdy o śmierci gen. Sikorskiego i miejscem Czarnych Żagań w historii katastrofy polskiej piłki nożnej, Kowal chciałby żeby to był stołeczek, ale opozycja marzy o prawdziwej ARENIE/ co za durna nazwa), podczas gdy WASZE DZIECI zostają na tym ŻITANICU (celowo) w ładowni i bez dostępu do szalup”.
Dziś, po trzech latach z radością za Pawłem Tomaszczykiem (Gazeta Lokalna 17 lipca br.) donoszę, że kilkudziesięcioro rodziców i opiekunów dzieci w Gozdnicy kieruje swe pociechy do szkół w… Ruszowie (wioska w województwie dolnośląskim oddalona o 5 km). Dlaczego? Wystarczy przegląd tabel wyników z egzaminów.

MOJA GAZETA
DAWNYCH WSPOMNIEŃ CZAR
Redaktor Michał Hałas z powodu upału zafundował nam teleportację w czasy NRD. Z wielką wprawą i znajomością przedmiotu przypomniał nasze brzydkie komuchowskie nawyki i nikczemne korzyści wynikające z bliskości Granicy Przyjaźni na Odrze i Nysie. Zadziwia mnóstwo detali, o których redaktor się dowiedział lub – ależ jakżesz ja mogę coś takiego podejrzewać – sam stosował, że tak nazwę - organoleptycznie.
Pozostaje jednak pytanie. Po co redaktor to wszystko wspomina? Jakaś rocznica, lektura w IPN. Eeee tam, nic z tych rzeczy. To przecież felieton pod winietą „WIELE HAŁASU O NIC”. Rzeczywiście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz