NAWAŁNICA
NAWALIŁA
Pojawiła się w niedzielę. To najgorszy dzień dla naszych
tygodników. Trochę za wcześnie i przy zamykaniu wydań nie wiadomo co robić.
Poinformować czytelników o tym, że była nawałnica, o której doskonale przecież wiedzą?
Dać to na pierwszą stronę czy też wrzucić do środka numeru, który ukaże się
prawie tydzień po?. A jaki dać tytuł? Jaki lit? Regionalna ma sprawę w dupie. Tydzień po, to już nie temat, więc…
nie dają ani słowa na pierwszej stronie, a na „rozkładówce” (20 – 21 strona)
piszą: TO BYŁ KATAKLIZM. Żagańska Gazeta Lokalna podeszła do sprawy
pragmatycznie i słusznie zauważyła, że rzeczywisty stan naszej energetyki ujawnić
potrafi jeden podmuch. Mocno przestraszyli się redaktorzy Kuriera Żarsko – Żagańskiego Gazety Lubuskiej, którzy zawołali na
pierwszej stronie: „NISZCZYCIELSKI
ŻYWIOŁ! ZRYWAŁ DACHY, ŁAMAŁ DRZEWA”. Jednak najbardziej zgodnie z
polityczną linią jedynej ukochanej partii zachowała się Moja Gazeta. Jak co tydzień na „jedynce” jest oczywiście główny
powód istnienia MG – demiurg Wacław („Kogo kupił Maciuszonek”) i nie może tego
faktu, zmienić nawet to, że zdaniem redakcji MG po wichurze… „MIASTO W RUINIE”.
MOJA GAZETA
KTO CZEGO SIĘ
NAJARAŁ?
Redaktor
Hałas zajął się niewątpliwie dochodowym interesem. Z dużym znawstwem odkrył
zażywanie dopalaczy przez przedstawicieli lokalnych władz. U ukrytych za literką
‘P’ Wiesława Polita i Radosław Pogorzelca redaktor stwierdza symptomy zażywania
„Czeszącego Grzebienia”. Główny bohater i przyczyna istnienia Mojej Gazety –
Wacław (Maciuszonek) ze względu na nieprzeniknioną twarz, bez cienia
wątpliwości został przez redaktora rozszyfrowany – raczy się razem w Waldemarem
Pawlakiem (Pawlak jako jedyny został wymieniony z imienia i nazwiska, więc
Hałas musi mieć na niego niewątpliwe dowody) „Sztywnym Miszą”.
Trochę
bez ładu i składu Hałas dowala każdemu po uważaniu. Marchewka – żagański
burmistrz, zdaniem autora rubryki walił „”Lorda Koksa” zarówno gdy podejmował
kuriozalną decyzję o powołaniu na swego zastępcę Piotra Kowalskiego, jak i
wtedy, gdy racjonalnie choć kosztem ŻTBS się go pozbył. „Szefowie samorządów”
Szprotawy i Niegosławic raczą się „Mocarzem”, bo redaktorowi nie podoba się
stan drogi łączącej obie miejscowości oraz cena biletu na autobus. Tu chyba sam
redaktor coś „wciągnął”, bo raczej żaden z wymienionych szefów nie ma wpływu
przynajmniej na cenę przejazdu. Poza tym, gdyby rzeczywiście brali „Mocarza”
droga byłaby lepsza a przejazd darmowy.
Jak
to zawsze w dobrze kwitnącym interesie – redaktor zapomniał wspomnieć cokolwiek
o dostawcy (dostawcach). Chodzi o największe (w tym wymyślane i produkowane dla
zaspokojenia najprymitywniejszych potrzeb gawiedzi) świństwa. Dilerką sprawnie zajmują
się od dawna mistrzowie lokalnych mediów! Czy „Supermana” chowają tylko dla
siebie?
SPIJANIE
SZAMPANA.
Moja
Gazeta piórem Magdaleny Zając pod pozorem optymistycznej publicystyki
kulinarnej, bezczelnie i bez stosownych w takich okolicznościach opisów (np.
artykuł sponsorowany lub artykuł zawiera lokowanie usług itp.), reklamuje
usługi pewnej firmy. By upojny włoski wieczór miał patriotyczne pierdnięcie,
nadano mu tytuł nawiązujący do hymnu Najjaśniejszej RP. Szczęśliwcy – w tym
autorka – bawili się wyśmienicie: „Klimat
Festy Italiana był naprawdę włoski. Uczestniczyły w niej całe rodziny (…) Po
terenie (…) beztrosko biegały więc dzieci gości, przechadzały się zakochane
pary trzymające się romantycznie za ręce. Można było zauważyć seniorów
spacerujących po bogato ukwieconej posesji”. Redaktor Zając już szykuje się
do następnych upojnych wrażeń i zapowiada czytelnikom Mojej Gazety, że wezmą
udział w następnej kolacji. „Będzie ona w
klimacie kuchni francuskiej”. Czytelnicy będą więc spijać szampana. Ustami
Pani Zając.
GAZETA REGIONALNA
ZMIENNOŚĆ PUNKTU
WIDZENIA
Gdy
Wacław Maciuszonek na chama likwidował przystanki komunikacji przy ulicy
Ułańskiej Regionalna stanęła w pierwszym szeregu obrońców „napadniętych” przez
burmistrza pasażerów. Dziś, gdy Danuta Madej postanowiła przywrócić stare
porządki (to zdaje się jest główna specjalność Pani Burmistrz), Regionalna
piórem Grzegorza Kozakiewicza obrzydza czytelnikom powrót na Ułańską jak tylko
może. Po pierwsze informuje już w tytule, że podatnicy dopłacą do tej
rekonstrukcji 20 tysięcy. Po drugie rozkłady jazdy przymocowane są do latarni
(jak by to miało jakiekolwiek znaczenie). Po trzecie – zamiast ławek dla
pasażerów jest przewrócony betonowy śmietnik. Jak twierdzi zaangażowany
redaktor, pasażerowie wolą przystanek przy ul: Długosza, bo: „Przemawiają za tym siła przyzwyczajenia,
cień i możliwość odpoczynku na ławkach”. Zanim Maciuszonek zniszczył
prawdziwą siłę przyzwyczajenia mieszkańców, to właśnie ulica Ułańska była
głównym miejscem oczekiwania na autobusy. Nie wiadomo z jakiego powodu redaktór
poleca przy okazji usługi najdroższego sracza w województwie na dworcu PKS Żary
(czy też Fenix V – nikt nie wie co dokładnie do kogo należy) i pieprzy głodne
kawałki o tym, że z Długosza jest do niego bliżej (o ile?) niż z Ułańskiej. Wszystko
to redaktór ilustruje własnymi fotografiami, które ukazują cały syf i mizerię
realizacji pomysłu Burmistrz Danuty. Problem w tym, że w dniu ukazania się artykułu
przejeżdżałem akurat Ułańską i wykonałem też fotografię. Czy jest w Żarach
jakaś inna Ułańska?
BUCHNIĘCIE I
ZWINIĘCIE
Nieocenionej
prawości redaktór Piotr Piotrowski uporczywie i od lat dogęszcza cele
więzienne. Uważa on na przykład, że 33 letni mieszkaniec Gozdnicy za
podpierdolenie motoroweru z cudzej piwnicy może pójść do „pudła” nawet na 10
lat. Redktór choćby spędził w sądach 10 lat, nie doczekałby takiego wyroku za –
jak to sam nazwał – buchnięcie.
Inną
kategorią redaktóra jest zwinięcie. Zwinięcie dotyczy roweru. Rower to jednak
zaledwie wierzchołek, ponieważ jego zwinięcie spowodowało lawinę. Zwijający
wpakował rower do samochodu dostawczego i pojechał w leśne rejony. Tam dopadła
go policja i stwierdziła ustami podinspektor Sylwii Woroniec, że:
-
zwinął rower
-
ma 2,5 promila alkoholu we krwi
-
ma zakaz kierowania pojazdami (nawet rowerem) do końca 2017 roku
Redaktór
się zawiesił i nie wie jaką karę zaproponować. Podinspektor Sylwia nie
podpowiedziała?
MIEĆ MIEDŹ
Już
chciałby redaktór Kozakiewicz, który zapowiada: „BĘDĄ NOWE KOPALNIE”. Wprawdzie nie pisze gdzie w powiecie żarskim i
żagańskim są stare kopalnie, ale czym się przejmować. Najzabawniejsze jest to,
że redaktór jakby szykował się już do Barbórki i Karczmy piwnej. Radosne te przygotowania
nie pozwalają na trzeźwą ocenę faktów. Po pierwsze planowane prace związane z
koncesją dla firmy „Amarante” to zaledwie wniosek o koncesję na prace
poszukiwawcze. Po drugie, jeśli nawet poszukiwania miałyby się zakończyć
powodzeniem, prace z poszukiwawczych i takiej koncesji, mają szansę
przekształcić się w rozpoznawcze. A co dalej? Za jakie 50 lat, być może jakiś
redaktór czy redaktórka Gazety Regionalnej pojedzie robić reportaż o protestach
mieszkańców wychowanych przez ukochany tygodnik wspierający walkę z wiatrakami.
Dla jasności – nie chodzi mi o Miguela Cervantesa i legendarnego Don Kichota.
Byłoby to, że tak napiszę zbyt misyjne…
OD KAPUSTY…
REDAKTÓR TŁUSTY
Piotr
Piotrowski ujął się za sprzedawcą kapusty. Z powodu legalnej konkurencji sprzedawca
ten przez piątek i sobotę sprzedał „raptem trzy kapusty, choć do zbiorów mam ich
na polu 10 tysięcy sztuk”. Oczywiście redaktórowi nie przyszło do głowy
zapytać po jaką cholerę jego rozmówca posadził aż 10 tysięcy sztuk kapusty,
jeśli sama Szprotawa liczy około 12 tysięcy mieszkańców (w tym są na pewno i
tacy, którzy nie lubią kapusty), a przecież handel kapustą jest wolny, więc
zapewne tych główek kapusty jest do cholery i trochę. Ale po co redaktór miałby
zawracać sobie głowę takimi pierdołami. Od czego jest Burmistrz? Przy okazji da
się udowodnić, że jest bezsilny. Bo jest. Przynajmniej w sprawie popytu na
kapustę. Nie ma to jak pogadać sobie z burmistrzem i odebrać honoraria. Zapewne
o wiele wyższe niż za trzy kapusty. Zresztą sprawa wyjaśnia się szybko. Na
stronie 27 redaktór publikuje z dumą: „ – Dzwonię do pana z prośbą o pomoc –
zakomunikował dziennikarzowi „Regionalnej””… burmistrz Szprotawy! Radaktór ma
pomóc Panu Burmistrzowi w interwencji w Powiecie. Ale jaja. To jakaś nowa
świecka tradycja?
NA WICHURĘ YERBA
MATE
Skrzywdzony
wichurą i ENEĄ lud obficie wyżala się na łamach. Bogusława Janicka-Klisz
pokazuje puste lodówki w firmie Ewy Dżugały, krzywe drzewo pod domem Jadwigi
Słowik, kilkuset mieszkańców Żagania i okolic oraz gminy Wymiarki. By wszystkie
te nieszczęścia wynagrodzić w sąsiedztwie redaktór Marcin Ruszkiewicz zachwala
królewską lilię w Żarach, a Piotr Piotrowski poleca wyluzowanie się… w Żagańskiej
Strefie Chillu.
OCHOTNICY OCHOCZO…
PO KASĘ
W
gminie Lubsko gorącym – poza oczywiście pożarami – tematem stała się kasa dla
„ochotników”. Druhowie z OSP brali kasę za:
-
godzina w akcji: 12,00 złotych
-
godzina na szkoleniu: też 12:00 złotych
-
w Dniu Strażaka – premia 100 – 200 złotych dla każdego
Burmistrz
Lubska trochę się wkurwił i mimo bezczelnego nacisku Pana Komendanta
„państwówki” z Żar postanowił, że za godzinę szkolenia będzie 6 złotych (a
powinien raczej nie płacić ani grosza, bo to druhom powinno zależeć na tym by
się szkolić. Nie jestem pewien, ale – moim zdaniem za szkolenie powinni
płacić). Nagrody zaś – całkiem słusznie – burmistrz postanowił nawet
podwyższyć, ale przyznawać je tylko tym druhom, którzy rzeczywiście się
angażują. Ja jeszcze podpowiem panu burmistrzowi żeby dokładnie sprawdził
wykorzystywanie remiz (zwłaszcza tych po remontach) do prywatnych lub
półprywatnych celów oraz w jaki sposób możliwość legalnej sprzedaży przez OSP
alkoholu ma się do potrzeby walki z nałogami. A w ogóle druhowie mogliby
przecież działać na podstawie ustawy o wolontariacie, tak jak robią to wszyscy.
Ja wiem, że druh Pawlak czuwa, ale może udałoby się w nowej kadencji wreszcie
coś zmienić?
MARCHEWKA DLA
MŁODYCH
Mateusz
Błaszczak i Justyna Niepsuj – młodzi mieszkańcy Żagania i współautorzy projektu
„Perspektywa” domagają się od Burmistrza Marchewki, obiecanej marchewki, czyli
debaty z młodym pokoleniem, w czasie której padnie jedno, ale jakże ważne i
zasadnicze pytanie: co zrobić by Żagań był atrakcyjnym miejscem dla planów
miejscowej młodzieży, która nie chce wyjeżdżać do większych miast i za granicę.
W czasie takiej debaty Marchewka mógłby opowiedzieć młodym swój życiorys i oni
szybko dowiedzieliby się, że w zasadzie jedyną ścieką kariery jest być przez
długie lata posłusznym władzy funkcjonariuszem (najlepiej nauczycielem), a
później wystartować w wyborach samorządowych. Jeszcze prostszą drogę może
opowiedzieć wieloletni podopieczny żagańskich podatników Piotr Kowalski (też
nauczyciel), który potwierdza tezę, że trzeba jak najmniej umieć a jak
najwięcej słuchać, by później ROZKAZYWAĆ (najpierw w szkółce wiejskiej, później
w wydziale Urzędu Miejskiego, następnie w żagańskim OSIR, drobny czas niełaski
– w gospodarce komunalnej w Iłowej, po czym triumfalny powrót na grzędę
marchewki w ratuszu, by – jak na dziś – zostać wyrzuconym na zbity pysk… na
stanowisko Prezesa ŻTBS). Zasada podstawowa – żyj z pieniędzy podatników, a
krzywda ci się nie stanie. Nie wiem więc dlaczego redaktór Piotr Piotrowski
pisze, że młodzi są zawiedzeni nowym pomysłem burmistrza Marchewki. Zamiast
debaty proponuje on… warsztaty. To bardzo dobry pomysł, bo warsztaty są dla
nielicznych. Więc będą przydatne dla tych, którzy rzeczywiście zostaną w
Żaganiu w towarzystwie Marchewki i Kowalskiego jako mierni, bierni ale wierni.
Wszystkich pozostałych kieruję do Wiesia Jurgi. On podpowie jak być z Żagania
nawet poza nim. Warsztaty z Marchewką zostawcie sobie kochani na czas kiedy
pozostaniecie już bez wyjścia.
GALERIA BYKÓW
GRO
Redaktor
Magdalena Zając pisze („Pionier
integracji” MG 23 lipca 2015): „Gro
ludzi pobudowało sobie w Grabiku…”. Ale niestety nic tu ani nie „gro” ani
nie „bucy”, ponieważ:
-
po pierwsze: użyte określenie pochodzi od słowa francuskiego gro’ i tak należy je pisać
-
a po drugie:. gros oznacza większą
część, większość, a przecież gołym okiem widać, że w Grabiku ludzie, którzy
zdaniem rozmówcy redaktor Zając pobudowali
sobie wille i traktują je jak sypialnie, nie stanowią większości. Jest ich
wielu, a nawet może mnóstwo (to właśnie znaczy słowo gros)
ULEWY POPALAJĄCE
Nieoceniony
dla języka troglodytów redaktór Piotr Piotrowski pisze, że „Ostatnie ulewy dały nam popalić”. Czy to
były ulewy z jakiejś rafinerii?. Fakt. Mogła to być woda. Ognista.
KOLEKTORY DAJĄ
Piotr
Piotrowski twierdzi, że kolektor na Osiedlu Słonecznym w Szprotawie dał
mieszkance 22 tysiące złotych! Wielka szkoda, że redaktór nie pisze o jaki typ kolektora
chodzi, bo do wyboru są: kanalizacyny, dolotowy i ssący (ten raczej nie),
wydechowy, czyli wylotowy. Mało prawdopodobne, ale może też chodzić o kolektor:
złożowy i/lub flotacyjny.
W
każdym razie kolektory uszczęśliwiają czytelników „Regionalnej”, bo w Żaganiu w
„kolektorze w markecie Eco”
mieszkaniec Żagania wygrał 338 tysięcy (pomijam fakt, że redaktór nie może się
nauczyć, że skrót od 1000 to tyś. a
nie tys.
Redaktór
nie potrafi też:
-
prawidłowo odmienić przez przypadek accusativus
gminy Szprotawa
-
nie wie, że nie kieruje się na adres,
ale pod dresem
- inwestycja nie może
też trafić do realizacji. Może być zaplanowana, albo – owszem- trafiona, ale
nie do realizacji, tylko np. w oczekiwania odbiorców.
-
głosy są kategorią policzalną, więc charakteryzują się liczbą a nie – jak notorycznie wypisuje redaktór, sekretarz to „puszcza” – ilością.
-
nie da się w budżecie obywatelskim niczego zrobić poza poprawkami, albo
zmianami. Wszystko co radaktór opisuje w dziele pt: „Sam zdecyduj”, w kontekście budżetu obywatelskiego można zrobić
dzięki niemu (przy jego pomocy lub przy jego udziale).
Redaktór
twierdzi również, że mecz w siatkówce może zakończyć się remisem. Stało się to
możliwe w meczu urzędników (Urząd Miasta – Starostwo Powiatowe).
Twórczo
rozwija talenty kolegi redaktórka Justyna Bareła, która zachęca czytelników do
zapisania się NA SEKCJE. Przykro mi
ale na sekcje można zapisywać się
już w stanie.. zwłok.
Redaktorze
Marcinie Ruszkiewiczu. Nawet jeśli grają działacze, to w zawodach w SKĄPEM, a
nie w Skąpe koło Świebodzinie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz