Moja
Gazeta 27 sierpnia 2015
Memento
mori
Andrzej
Kmiecik – artysta rzeźbiarz żali się redaktorowi Pawłowi Skrzypczyńskiemu na
problem przemijania. Artysty i jego dzieła. Okazuje się, że dzieła dałoby się
poratować na dłużej. Trzeba tylko dostarczyć artystom zamiast lipy i topoli -
dębu. Dąb przeżyje twórcę i pięciokrotnie. Ani redaktor ani też artysta nie
zastanawiają się jednak, że wycięcie oczekiwanych przez artystów dębów o
średnicy co najmniej 1 metra, to poważne przestępstwo. Tymczasem dęby – jak na
złość - stosunkowo słabo, w odróżnieniu od innych gatunków słabo poddają się
wiatrom. By jednak uświadomić nam problem, po tegorocznym
plenerze Mistrz pozostawił nam w parku przy Wrocławskiej okazałą kostuchę. Szczęście,
że nie z dębu, więc będziemy pamiętali trochę krócej. Bez względu jednak na
trwałość rzeźb, ja będę pamiętał o Andrzeju Kmieciku póki żyję, bo wybitnym
artystą po prostu jest.
Kosmiczne jaja
Redaktor
Artur Guzicki („Polityczna obłuda”) prześledził
(oczywiście ze skrzętnym pominięciem przedstawicieli swojej ukochanej partii –
co tam słychać u panów Kurskiego i Mastalarka?) trasy turystyki lubuskich
parlamentarzystów. Ostrze pióra skierował w Bożennę (Och! Te 2x nn) Bukiewicz,
Stefana Niesiołowskiego i Bogusława Wontora. Dokąd w czasie kadencji podróżowali
parlamentarzyści PiS nie dowiadujemy się. Zapewne nie wyjeżdżali nigdzie i
wzmacniali silny kordon ochronny (za skromny milion rocznie – także z naszych
pieniędzy) swojego prezesa. Szkoda, że nigdzie nie wyjechali, ale w związku z
faktem, że są to ludzie o krystalicznych charakterach i uczciwości silniejszej
niż żona Cezara (chyba że na chwilkę trafią w ważnych dla wyborców sprawach na
Cypr albo do Barcelony), na stronie 17 i 22 Moja PiSeta pisze o ofertach jakie
znalazła dla swoich pupili.
Mogą
oni z równym skutkiem jak Wontor zająć się kosmosem! Wystarczy, że zgłoszą się
do konkursu żarskiego PTTK „Ale kosmos!!!”
(PaS). Jak tego dokonać? „Może to być
ciekawe zdarzenie, miejsce, mijający obraz albo coś, co jest na tyle kosmicznie
urocze, aby zobaczyli to inni”. To wymarzona propozycja dla Marka Asta,
Elżbiety Rafalskiej i Jerzego Mariana Materny. Wszyscy oni murem stoją np. za
durnym lotniskiem w Babimoście – niewątpliwie jednym z najciekawszych miejsc i
jednocześnie czymś co jest kosmicznie urocze… i często przez nich odwiedzane.
Mogą
też – za radą redaktor Karoliny Nowakowskiej „Podróże za grosze” – „przyłączyć
się do społeczności , której członkowie są gotowi zapraszać do siebie turystów
i sami z takich zaproszeń korzystają.” Toż to gotowe obietnice wyborcze!
Punkt widzenia pióra (biura)
Ewa
Caputa - naczelne pióro polityki historycznej MG, im bliżej drugiej wojny
światowej i jej strasznych skutków, tym mocniej gubi się i plącze zarówno w
terminologii jak i faktach. Doszło się więc do momentu przejęcia przez Polaków
zabranych miast. W tym Żagania i Żar. Do czynienia mamy więc z Sowietami
gdy Niemcy uciekają przed nimi w popłochu, ale już z komendanturą radziecką,
gdy te same wojska przyszły polskiej administracji z pomocą w skutecznym
usunięciu dotychczasowej ludności. Zupełnie niezrozumiałe jest dlaczego żołnierzami
radzieckimi nazywa Ewa Caputa tych, którzy rzekomo pomagali Niemcom po ich
pierwszej ucieczce w 1945 roku… wracać do swoich miejsc zamieszkania. Jak tu
teraz bachorom wytłumaczyć w szkołach kto był sowiet, a kto radziecki,
zwłaszcza, że wszyscy dziadkowie w Żaganiu, Legnicy i Mirostowicach Dolnych
gadają w domu, że jak stacjonowali tu czerwoni – to były to
najcudowniejsze czasy wolnego handlu i dostępności do porządnej medycyny, a zwłaszcza
okulistyki.
Wracając
do gruntownej wiedzy pióra – pod jedną z archiwalnych fotografii zamieszcza ono
następujący komentarzyk: „Dzisiaj mówi
się, że wysiedlenia Niemców były niehumanitarne. Tyle że warunki, jakie
stworzył im po wojnie polski rząd, były nieporównywalnie lepsze niż warunki, w
jakich oni sami dokonywali przesiedleń na wschodnich rubieżach II
Rzeczypospolitej”. Pomijając podwójną moralność, pióro pani Caputy powinno
udać się do jakiegoś pierwszego z brzegu domu wiejskiego, by dowiedzieć się że
na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej drastycznych i zbrodniczych wysiedleń
ludności polskiej dopuścili się… sojusznicy Niemiec hitlerowskich, czyli sowieci, żołnierze radzieccy i komendantura
radziecka razem wzięte, ale nie Niemcy. Oczywiście z wyłączeniem ludności
żydowskiej, która nie zdążyła sama ujść na wschód przed czerwcem 1941 roku. Ciekawe,
że dzień 21 czerwca 1941 wielu Polaków w Wilnie czy Kownie powitało i wspomina
jako… jeden z najszczęśliwszych w życiu. Coś podobnego! Nadejście Hitlera? Co
na to pióro?
Gazeta
Regionalna 28 sierpnia 2015
Dupa i bat
Jeszcze
14 sierpnia Regionalna łkała nad losem pani Lidii, której „życie zawaliło się jak domek z kart. Komornik zajął jej rentę i dom”.
Dwa tygodnie później te same łamy piórem redaktórki Justyny Bareły z
nieukrywaną satysfakcją („Okazja u
komornika”), zapraszają swoją „ludożerkę” na rozbieranie domków z kart u
komorników. Się potem pojedzie do dłużników i się napisze coś o kolejnych
paniach Lidiach?
Dylematy kogutów
Na
3 stronie GR piórem Piotra Piotrowskiego wylewa łzy nad losem młodej pary,
która chciała się przejechać do kościoła amerykańską policyjną bryką vintage.
Bryka miała zamontowane i – niestety użyte – oświetlenie alarmowe oraz
wyposażona była w – oględnie pisząc – nie te „blachy”, które widniały w
dowodzie rejestracyjnym. Te „drobiazgi” wykrył policjant. Jak donosi redaktór
Piotr Piotrowski… popsuł w ten sposób ślub Bartoszowi Zubkowiczowi i Patrycji.
Jednak w czołówce z fotografią (foto: nadesłane) redaktór pisze: „Bartosz i Patrycja mieli sesję zdjęciową w
pałacu na tle amerykańskiego radiowozu, ale już bez koguta, który został
zdemontowany na policyjnym parkingu”. Brak koguta bardzo poprawił młodym
humory, co widać na fotografii. Więc chyba w końcu nie było aż tak źle jak
opisuje redaktór.
Mogło
być jeszcze gorzej. Wystarczy zerknąć na stronę 35 do kibla zwanego przez
Regionalną… Humorem. Tam młodzi dowiedzieliby się co mogłoby ich spotkać w
czasie ślubu i to bez udziału policji.
Lokalna
28 sierpnia 2015
Opłacało się
Pamiętam
jedną z batalii językowych, jakie toczyłem ze dwa lata w sprawie maszkarona.
Zarówno organizatorzy Ogólnopolskiego Turnieju Łuczniczego jak i papugi prasowe,
z uporem maniaka stosowali nazwę własną „o Złoty Maszkaron”. Chłostałem to
okrutnie i bezlitośnie tłumacząc, że nie chodzi o makaron. Ten rok przyniósł mi
zasłużoną satysfakcję. 29 sierpnia w Żaganiu – V Ogólnopolski Turniej Łuczniczy
odbywa się o nagrodę „Złotego Maszkarona”, o czym donosi także Lokalna. Czapką
do ziemi – kłaniam się rewolucji.
Schiza pani Owsik… i nie tylko
Redaktór
Edyta Jakubowska-Owsik całkiem słusznie chroni mienie publiczne Szprotawy.
Jednak słuszność ta ma podtekst szowinistyczny z ostrzem, ale bez dowodów.
Redaktórce, która przez cały tok swojego rozumowania unika jak ognia uściślenia
oskarżeń, kto właściwie niszczy: małe
drzewka i paliki, pamiątkowe tabliczki informacyjne, nowe lampy miejskie,
stylowy drewniany drogowskaz turystyczny (jedyny w gminie), jedną z młodych
(ale to nie o tę młodość chodzi redaktórce) jarzębin,
nowe tabliczki informacyjne (…) dokładnie przed siedzibą straży miejskiej –
zniszczenia te kojarzą się redaktórce jednoznacznie: „Młodzież niszczy co się da” i „Mieszkańcy
sami próbują wpłynąć na młodzieńczą głupotę”.
Na
tę samą nutę nadaje radaktór Paweł Tomaszczyk z Wymiarek. Twierdzi, że do syfu
rozsiewanego w centrum miejscowości w okolicy byłego sklepu Żonkil „walnie przyczyniła się wymiarkowska młodzież”
To
o co wreszcie chodzi?! Mają wyjeżdżać, czy zstawać?
Spokojne uruchamianie
Bez
żadnej złośliwości i dla przeciwwagi. Cytuję (ze spotkania burmistrza Marchewki
z młodzieżą żagańską (Aneta Czyżewska „Cyrk
na kółkach”): Sprawa zakupu rowerów wypłynęła przez przypadek na spotkaniu
burmistrza z młodymi mieszkańcami miasta. Radny Grzegorz Kuźniar zaproponował
by zakupić do miasta rowery… Za Lokalną:
-
Burmistrz Marchewka: Nie wiem czy to
byłoby bezpieczne na rzece (władza jak zawsze czuje podstęp: chcą mnie k…wa
utopić lub też: wiedzą k…wa, że nie pływam)
-
Radny: Ale mi chodzi o zwykłe rowery…
-
Burmistrz (zapewne z ulgą, choć nie wiadomo jak później wybrnąć z pedałowania):
… Aaaaa zwykłe, to przecież już są
Radny:
Jak to są?
Burmistrz:
No, kupiliśmy
Radny:
To dlaczego nie można z nich korzystać? Wakacje się kończą…
Burmistrz:
Spokojnie uruchomimy to…
Rowery
został zakupione 2 (2 = DWA!!!) lata
temu…
Zapewne
miały się pojawić gdzieś tam za trzy lata, na mniej więcej miesiąc przed
wyborami samorządowymi. Oczywiście z odpowiednią oprawą. Gratulacje Pani Aneto.
Zasłużony sukces
Grzegorz
Kuźniar doskonale rozumie (czytaj wyżej) co to znaczy być np. radnym. Teraz
wyjeżdża na wolontariat do Brukseli. Wywalczył sobie miejsce w konkursie i
będzie obserwował oraz uczestniczył w procesie tworzenia WIELKIEJ POLITYKI. Ma
trochę obaw i wątpliwości. Ja wierzę - bez obaw- bo właśnie powyższa „rowerowa”
sprawa” dowodzi, że Pan Grzegorz doskonale już rozumie jak się robi politykę,
bez względu na szczeble. Obawy o wyżywienie w Brukseli za 1400 EUR na miesiąc
są może trochę uzasadnione, ale przecież pozostaje w razie czego kontakt z
polskimi europarlamentarzystami. Myślę, że w razie potrzeby użyczą swoich
lodówek… oczywiście tych z bocznej spiżarki.
Zasuszeni?
Zdaniem
(pt) gozdniccy urzędnicy za cholerę
nie mogą doprowadzić do właściwego działania oświetlenia miejskiego („Walka o
oświetlenie”), ponieważ trzeba „skłonić
monopolistę (ENEA - dop. zarozag) do
poważnego traktowania naszej małej gminy”. Monopoliści na urzędzie w
Gozdnicy doskonale wiedzą o co chodzi. W odległości 50 kilometrów mają np. konkurencyjnego
dostawcę energii (TAURON), a w komputerach mogliby nawet sprawdzić ofertę PKP
Energetyka (mimo, że najbliższy Gozdnicy pociąg (na olej napędowy) dociera do
Ruszowa. Ale po co – jeśli można udowadniać skutecznie swoją odpłatną przez podatników nieudolność, których potrzeb dzielnie
się broni od 70 lat (wraz z wymyślonymi monopolistami). „Ciemny lud” to
przecież nadal i skutecznie kupuje.
Wersal k…wa mać
Co
do powyższego. Lokalna cytuje w
kontekście robót drogowych komunikat firmy Skanaska: „do 17 listopada potrwa remont dróg w Czernej, Klikowie, Czyżówku,
Szczepanowie, Koninie Żagańskim, Borowem, Kowalicach, Wilkowisku, Żagańcu,
Jankowej Żagańskiej oraz samej Iłowej (…) Dołożymy wszelkich starań, aby
niedogodności były dla Państwa jak najmniej odczuwalne”. Tygodnik dopisuje:
„Przy tym robotnicy proszą o
wyrozumiałość oraz stosowanie się do oznakowania”.
Optymizm…
„Robią szybciej niż powinni” donosi w
sprawie ul: Ciszowskiej w Szprotawie redaktór Edyta Jakubowska-Owsik. Żeby
jednak szczęście nie było pełne pisze, że: „Nie
oznacza to jednak, że utrudnień na ul. Ciszowskiej już więcej nie będzie”
Redaktórzy w końcu nie mogą pozostać bez tematów i honorariów. Publikacja
zdominowana jest fotografią Mirosława
Twardowskiego – mieszkańca ulicy, który prezentuje postawę bardzo rzadko
spotykaną w lokalnej prasie i twierdzi, że: „Robotnicy dobrze się spisują”. Idzie nowe. Czy wreszcie dostrzegą
to górnicy?
Pesymizm…
Redaktór
przywoływana wyżej twierdzi, że mina przeciwczołgowa znaleziona pod kładką to:
„Ładunek, którym można wysadzić miasto”.
Hmmmm…. Może jednak jest coś na rzeczy, by wprowadzić w Rzeczpospolitej
powszechny obowiązek służby wojskowej? Teraz musiałaby obowiązywać zasada
gender, więc redaktórka dowiedziałby się w czasie (uroczego nota bene)
szkolenia saperskiego, że mina przeciwczołgowa nie jest w stanie – jak sama
nazwa wskazuje – zniszczyć miasta. Nawet tak skromnego jak Szprotawa.
Realizm…
Jak
podejrzewam redaktórka powyżej (ejo),
zajmując się budową nowego mostu w Wiechlicach, dostarcza sobie przyszłościowych dochodów za publikację na
łamach swojej Lokalnej reportaży na całą stronę. Pisze bowiem z nieukrywanym
optymizmem, że: „Konstrukcję żelbetową
mostu na kanale energetycznym ma wykonać Przedsiębiorstwo Energetyczne Mirosław
Gąsik ze Szprotawy”. Redaktórka nawet niespecjalnie kryje problem, bo pisze
o wykonawcy: „Radny – przedsiębiorca”. Ten drobiazg to zaproszenie dla jednej z
licznych instytucji o trzech literach. Jak twierdzi (ejo) „Nowy most ma być gotowy
pod koniec tego roku” To nie jest możliwe Pani redaktór. Sam proces o
złamanie prawa zamówień publicznych oraz zakazu łącznia funkcji radnego z
działalnością na majątku samorządu potrwa dobre 2 -3 lata. Pomijając oczywiście
wygraną przetargu o czystych i rynkowych kryteriach. Zdaje się, że prawdę
oddaje tytuł artykułu – „Ma być szybko i
solidnie”. Z akcentem na SZYBKO.
Owsik gmera w rodzinie
Punkt pierwszy. Rodzice dwójki
dzieci rozeszli się. To raczej zwyczajne zdarzenie. Punkt drugi. Matka z dziećmi została w domu teściów. Ojciec w
delegacjach. Płaci alimenty. Punkt
trzeci. Teściowie bardzo nienawidzą matki dzieci i robią wszystko, by
dzieci były nękane kontrolami instytucji publicznych. Punkt czwarty. Teściowie trzęsą się nad losem wnuków i nawet nie
wnikają, że synuś płaci państwowe minimum
minimalist i… jest w delegacji. Punkt
piąty. REDAKTÓRKA (wyżej cytowana). Nie zadaje sobie trudu pogadania z
matką dzieci i samymi dziećmi. Najbardziej zajęta jest… teściami, którym „Serce pęka”. Ryszard Kondratowicz (ujawniony
przez redaktórkę teść – z własnego punktu widzenia ocenia: „synowa źle traktuje moje wnuki”. Na miejscu wydawcy LOKALNEJ
bacznie zacząłbym się rozglądać za opieką prawną… Oczywiście pod warunkiem, że
serce (oraz tzw. wkurw) pęknie matce
dzieci. Tata będzie w tym czasie na… delegacji i w bezpośredniej komunikacji z
tatą. Własnym.