sobota, 17 listopada 2012

NAJPIĘKNIEJSZA…



Na początku było… gówno. A dokładnie awantura o to, że władza postanowiła olać sobie mieszkańców i wrzucić ich do swoich ścieków - planów budowy kanalizacji i przepompowni gówna od Mirostowic Dolnych aż do Żar przez Kunice. Oczywiście kanalizacja rzecz dobra ale kosztowna. Żeby ją porządnie przeprowadzić, trzeba porządnie z ludźmi rozmawiać. Tymczasem ktoś sobie wymyślił, że durni wiejskich nie trzeba pytać o zdanie. Wystarczy przyjść na ich posesje i powiedzieć, że mają oddać swój grunt do dyspozycji kolesi, którzy akurat chcą sobie „obrócić” 40 milionów unijnej kasy. Do czego potrzebne im głupki wiejskie? No, po prostu miastowych do wskaźników zabrakło i sobie kiedyś tam uchwalili za pomocą rączek (również mirostowickich) radnych, że staniemy się mieszkańcami… AGLOMERACJI. Jak sobie wymyślili – tak zrobili. Jednak za pierwszym razem kasy z Unii nie dostali i kupa przyschła… do teraz. Koniec końców musieli się trochę napocić na zebraniach.
To gówno będzie chyba w końcu płynąć rurami oraz – po staremu - również Lubatką, bo oczywiście wyżej położone wsie do niczego miastowym nie są potrzebne i psują im te wskaźniki.
Coś się jednak stało. Nowego. Zaczęliśmy we wsi znów ze sobą rozmawiać o sprawach ważnych. Także o tym, że trzeba pięć razy się zastanowić zanim odda się głos na radnego/ą. Jeśli już to na takiego/ą, który/a umie czytać ze zrozumieniem np. projekty uchwał. A jeśli nie umie – to zanim zagłosuje – popyta, pogada, zajrzy do internetu, zapyta sąsiadów.
Rodzą się pytania:
- może to nie jest za mądre, że od lat jak ktoś zostaje u nas sołtysem – to od razu musi być też radnym. Może lepiej byłoby, żeby to nie była ta sama osoba?
- może to nie do końca w porządku, że prezes OSP, zarządzający majątkiem gminnym (remiza, pojazdy, sprzęt, paliwo i dotacje podatników) był zastępcą przewodniczącego rady i aktywnie działał w komisji gospodarki gminy?
- może to nie jest najlepiej, żeby ktokolwiek z rodziny radnego miał nawet bardzo drobne zlecenia z gminy? Taki cmentarz na przykład. To podobno bardzo święte miejsce jest. Jak kto się dłużej ociąga z nagrobkiem, grabieniem, plewieniem i czyszczeniem od razu trafia na języki. Ale jak się niechlujnie walnie tuż koło grobów wstrętne kontenery na śmieci, które i tak całymi dniami walają się wokół… to już takie święte nie jest. Święte jest oburzenie, że ktokolwiek miał czelność pójść na sesję rady i się upomnieć o szacunek dla miejsca i o zwykłą estetykę.
Pan Radny obrażony, że się do niego nie poszło, jakby to jakiś obowiązek był…
Pan Przewodniczący – nieco zdziwiony bezczelnością mieszkańca:
- Panie Przewodniczący, chciałbym zabrać głos…
- A w jakiej sprawie?
- No, żeby się Pan Przewodniczący dowiedział – to muszę go najpierw zabrać.
- No dobrze, ale proszę szybko…
- A dlaczego Panie Przewodniczący szybko? Śpieszy się Panu po dietę? No to w sprawie tego syfu na cmentarzu chciałbym…
- A Pan Wójt: Panie Macieju to gdzie by Pan ustawił te kontenery?
- No najlepiej na jakichś grobach może Panie Wójcie, żeby jeszcze bliżej było niż jest.
Przeczytałem na stronie:
http://www.gminazary.pl/PL/511/1296/Dozynki_Wojewodzkie__Szprotawa_2012/k/ Podczas uroczystości wręczono (…) oraz wyróżnienia w konkursie Najpiękniejsza Wieś Lubuska 2012.W tym roku jury konkursowe przyznało I miejsce wsi Mirostowice Dolne
Na cmentarzu jury chyba nie było…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz