Redaktor Edyta Jakubowska
(donosiciel - pardon za nazwę - 29 sierpnia 2012 r.) za pośrednictwem swojej bohaterki i radnego
Romana Pakuły ze Szprotawy dotknęła faszystowskiego piekła. Pani Maria w wieku
18 lat wywieziona została z Kijowa do Niemiec. Redaktorka pisze, że życie jej
bohaterki pełne było tragicznych przeżyć.
Najpierw trafiła na
przymusowe roboty do Niemiec, ściślej do Bawarii, gdzie pracowała u „bauera”
(nie wiadomo dlaczego dla Redaktorki bauer – czyli rolnik zasługuje na
cudzysłów, no chyba, że to hitlerowiec był). Pani Maria trafiła więc do folwarku.
Ale tam nie mogła sobie poradzić z pracą
na roli. Będąc drobną dziewczyną, była za słaba i nie przyzwyczajona (byk!)
do ciężkiej pracy.
Będąc pilnymi i
przyzwyczajonymi do ciężkiej pracy na lekcjach historii uczniami, zaczynamy
sobie wyobrażać dalszy los Pani Marii w hitlerowskich łapach. Wagon i kierunek -
obóz koncentracyjny. Przebiegłość hitlerowców jednak nie znała granic, bo… Arbeitsamt odesłał bohaterkę do fabryki,
gdzie produkowano skrzynie wojskowe.
Sama Pani Maria mówi Redaktorce: W tej
pracy było lżej (…). Trochę to głupio wygląda w kontekście zapowiedzianych
na początku tragicznych przeżyć, więc naprędce pojawia się zapewnienie: lecz w dalszym ciągu cierpiałam na głód i
poniewierkę (…). I tak nadszedł rok
1943. W tym też roku została odesłana do miejscowości Schleching, gdzie pracowała
u kalekiej Niemki jako pomoc domowa. Ta Niemka prześladowała i biła. Chyba się chciała zemścić na Polsce –
stwierdza staruszka. (O! Ważny wątek narodowej epopei. Redaktorka nie zauważa
jednak, że jej bohaterka została przywieziona do hitlerowskiej jaskini zła z…
Kijowa). Idźmy jednak dalej. Skatowana Polka ucieka? Eeee, tam ucieka. To
rozsądna kobieta jest. Idzie ze skargą… wprost
do burmistrza (!!!) Burmistrz wtrąca ją do kazamatów? Nie. Burmistrz
kieruje ją do domu wypoczynkowego. A tam: Miałam
swoją izdebkę. Pracowałam jako pomoc kuchenna, a czasami byłam kelnerką. Ale
koszmar trwa: Po godzinach pracy była
zmuszona usługiwać i opierać dwóch SS-manów (…) Musiała też (i to już szczyt hitlerowskiej perfidii) opiekować się dwoma służbowymi psami –
owczarkami. Które karmiła – dodaje dla jasności radny Pakuła. SS-mańskie
owczarki, w odróżnieniu od właścicieli zachowały jednak serce. Oto niesamowity
epilog wojennych męczarni Pani Marii: Była
zima. Szprotawianka (raczej Kijowianka) szła
drogą podczas, gdy szalała straszliwa zamieć. Zasłabła z głodu i mrozu (…)
zamarzała. Czuła jak usypia na drodze i pogrąża się w nicości. Stał się jednak
cud. Psy jakby czując zbliżającą się śmierć Marii, uciekły Niemcowi (…) i
znalazły ją na drodze. – Uratowały mnie. Tuliły się ogrzewając mnie własnym
ciałem. Wredny hitlerowiec – gospodarz zabrał Marię do domu (los psów nie
jest znany). Nie pogonił jednak Marii od razu do roboty: Później leżała kilka dni w wysokiej gorączce (…). Zaraz koniec tej
martyrologii, bo… Przyszło lato 1944
roku. Maria szła głodna przez wieś, kiedy spotkała starego Niemca i poprosiła
go o kawałek chleba… Stary Niemiec – hitlerowiec, wkurwiony na przegrywaną
wojnę, wziął kija i pogonił głodną Polkę… Zaraz, zaraz – nie rozpędzaj się Macieju.
Trzymaj się Pani Edyty: Obejrzał się jeszcze
trwożliwie dookoła, czy nikt (inni hitlerowcy) nie patrzy i zawołał mnie do domu… Wziął siekierę i ruszył na Marię
z morderczym zamiarem… Stooop! Trzymajmy się Redaktorki: Tam nakarmił i dał mi na drogę duży kawał miodu.
Potem Redaktorka
pisze jakieś pierdy na temat "spotkania – niespotkania" bohaterki z Adolfem Hitlerem - jakżeby inaczej -
w piękny, słoneczny dzień…
W 1945 r. kiedy zakończyła się II Wojna Światowa, nastał
też kres upokorzeń, głodu i cierpienia bohaterki. Po tym akapicie nastał też kres
wypocin Redaktorki, okraszonych idyllicznymi fotkami z wojennej Bawarii.
A
potem się Redaktorzy i Radni dziwią, że gówniarze nie chcą chodzić na capstrzyki i
apele… A ziomkostwa coś pierdolą, że nam było
w czasie wojny całkiem dobrze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz