Moja
Gazeta 13 sierpnia 2015
ZMIANY
W PIÓRZE POLITYCZNYM?
TYM,
BEZ WYMIENIENIA KTÓREGO ‘MG’ NIE ISTNIEJE, zajmuje się na 2 stronie Mojej
PiSety redaktor PaS. Inicjały jak ulał pasują do jednej z „odzywek” brydżowych.
Wprawdzie PaS odnotowuje, po raz setny, że TEN, BEZ WYMIENIENIA KTÓREGO ‘MG’
NIE ISTNIEJE - odpadł z gry o dobre miejsce na liście PO, ale też przy okazji
wymknęło się PaSowi spod pióra coś, czego naczelne Pióro Polityczne nigdy by
nie zaakceptowało! NaPiSał PaS, że: „PO na tej zmianie skorzysta”. Co się dzieje
z Moją PiSetą?!Czyżby jakieś zmiany w Piórze Politycznym. Nie ma na stronie 2
ani redaktora AG, ani Artura Guzickiego! Skutki są natychmiast widoczne. Na tej
właśnie stronie redaktor Paweł Skrzypczyński w artykule „Sztuczki wokół
referendum” pozwala sobie na niczym nie skrywaną krytykę Jedynej Ukochanej
Partii Mojej PiSety, a co najgorsze samej Beaty Szydło, która „(…) przyjechała niedawno do Żar. Niestety,
nie było możliwości, aby zadać „kandydatce na premiera” oficjalnych pytań i
doczekać się publicznej odpowiedzi” oraz o oficjalnej linii i bazie partyjnej:
„Nie wiadomo dlaczego akurat pytania
proponowane przez tę (PiS – dop. M.Sz.) partię, miałyby być dopisywane.”
Sodoma i Gomora.
Gdzie
jest AG i Artur Guzicki wiemy. Zesłali go w teren. Bada kulisy partactwa na
budowie SP 2 w Żarach i jakość gówien w Tupliach. Ale gdzie się podział główny
sponsor Mojej PiSety – AW?
Gazeta
Regionalna 14 sierpnia 2015
DEMONY MECENASA
Redaktór
sensata Piotr Piotrowski w artykule „Nauczyciele w sądzie” twierdzi, że 6
(słownie: sześć) postępowań przed Sądem Pracy w Żaganiu to… lawina: „Ruszyła (13.08) w sądzie lawina procesów”.
Procesy procesami, ale najbardziej pasjonująca (w odróżnieniu do nudy i prozy wiejącej
od nauczycielek), jest opowieść redaktóra o urlopowych losach mecenasa Kazimierza
Pańtaka – pełnomocnika zwalnianych. Jak donosi redaktór – oczywiście w ścisłym
nawiązaniu do sprawy – Pańtak „(…) od powrotu
z tegorocznych wakacji (odpoczywał na Sycylii) porusza się o lasce” i cytuje
mecenasa: „Gdy pływałem żabką odezwały się
stare demony – mój kręgosłup. Lekarz kazał mi chodzić o lasce”.
Zamiast
pieprzyć głodne kawałki mógłby redaktór zapytać obytego w świecie mecenasa co
to jest lawina.
I
jeszcze… do Kazia. Kaziu! Ja kiedyś, dzięki tobie, oglądałem te demony. To było
w basenie sejmowym. Laska laską, ale fajnie byłoby z tymi demonami znów popływać…
Tylko teraz dominują na sejmowej pływalni bardziej ekstremalne niż żabka style.
MISSION IMPOSSIBLE
Redaktór
Piotrowski skutecznie opisuje na co straż pożarna wydaje podatki, gdy nie
wieje. Robi to z wątpliwymi sukcesami. 6 sierpnia w Szprotawie jakiejś kobiecie
kot zlazł z balkonu na IV piętrze na balkon o poziom niżej. Kobieta uznała, że niezapowiedziane
odwiedziny u sąsiadów piętro niżej, to świetne zadanie dla utrzymywanych z
podatków strażaków. Druhowie wezwanie potraktowali poważnie i stawili się przy
ul: Koszarowej z wysięgnikiem. Weszli na obcy balkon i zwrócili kota
właścicielce. Wszystko na nasz koszt. Dobrze przynajmniej, że skutecznie.
Gorzej z druhami z Żagania. 7 sierpnia dwa razy wyjeżdżali do tego samego kota
na ulicę Buczka. Za pierwszym razem kot wszedł na drzewo i zatrzymał się na 5
metrze. Druhowie przystąpili do akcji, dzięki której kot… wszedł jeszcze wyżej.
Druhowie uznali, że się z kotem nie będą ścigać w pionie i… zrezygnowali. Jednak
następnego dnia wrócili na tę samą ulicę z identyczną misją, zakończoną również
identycznie. Czyżby to był ten sam kot? Nie wiemy, bo redaktór też sobie poszedł.
10 sierpnia dzielni druhowie przybyli na Asnyka. Ch… wie po co, bo – zdaniem redaktóra
- kot wskoczył na drzewo właśnie wtedy, gdy druhowie przyjechali, a zlazł… gdy
odjechali. Redaktór również poszedł.
Ciekawe
czy i tym razem posypią się dla strażaków nagrody. Jeśli dostali za wichury,
czyli za działania, które są ich zawodowym i opłaconym przez podatników obowiązkiem,
tym bardziej należą im się za… wyścigi z kotami. Zwłaszcza, że jak twierdzi redaktór
w tytule publikacji koty są… „Nieuchwytne”.
DOBRE SAMOPOCZUCIE
Kolejna
odsłona „HUMORU” nie przynosi przełomu. Żenada jak co tydzień. Dowcip o trzech
mężczyznach, którzy nie wiedzieć czemu spotkali się w kościele i dzielą się uwagami
o zależności liczby dzieci od czytanej w czasie ciąży przez żony lekturze (Jaś
i Małgosia = bliźnięta; „Trzech muszkieterów – wiadomo i… 101 Dalmatyńczyków).
Dobrego samopoczucia męskiej części redakcji nie psuje już sam fakt, że kobiety
w ogóle cokolwiek czytają. Jednak po przewróceniu strony GR jak co tydzień
przedstawia galerię noworodków. Jest ich trzydzieścioro pięcioro. Z jakiej to
lektury?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz